Jak rozmawiać o seksualności z dwulatkiem (i nie tylko!)?

Do rozmowy o tym jak rozmawiać z dwulatkami o seksualności zaprosiłam Annę Moderską. W odcinku znajdziecie podpowiedzi na pytania m.in. o różnice w wyglądzie, masturbację dziecięcą, wyznaczanie granic oraz rekomendacje książek, które pomogą naturalnie poruszać tematykę seksualności z dzieckiem!

Anna Moderska

edukatorka seksualna Towarzystwa Rozwoju Rodziny od blisko 20 lat. W ramach tej działalności pisze, uczy, prowadzi warsztaty i szkolenia, tworzy podcasty i robi filmy. Pracowała z młodzieżą jako młodzieżowy edukator seksualny na początku drogi, potem z dzieciakami i młodzieżą szkolną rozwiewała zagadnienia edukacji seksualnej. Od blisko 10 lat pracuje z dorosłymi, pomagając im dbać o satysfakcjonujący seks. Wraz z Alkiem Czyżem prowadzi konto na Instagramie – SeksDobryWszystkim – bo wszystkim życzy, by ich seks był dobry… w ich ocenie oczywiście!

Pomóż nam stworzyć drugi sezon podcastu!

Jeśli chcesz wesprzeć finansowo pracę nad drugim sezonem podcastu oraz edukację seksualną w Polsce, dołącz do zbiórki!

Pytania z odcinka:

[00:02:07] Skąd się wziąłem?

[00:11:44] Dlaczego mama nie ma siusiaka?

[00:12:13] Czy mogę nie całować babci na dzień dobry?

[00:14:57] Dlaczego wyglądam inaczej niż ty?

[00:18:35] Jak nazywa się to co mam między nogami?

[00:19:24] Czy mogę dotykać mojego peniska? Mojej waginy?

[00:40:36] Czym jest seksualizacja?

[00:51:40] Co to są prywatne części ciała?

[00:52:50] Jak myć mojego penisa/moją pochwę?

[00:59:30] Dlaczego dzidziuś zjada Ci pierś?

[00:56:45] Kto może mnie dotykać kiedy jestem na golasa?

[01:00:05] Dlaczego nie mogę być na golasa na plaży?

Share on facebook
Share on telegram
Share on email
Share on twitter

Transkrypcja:

Do rozmowy o tym jak rozmawiać z dwulatkami o seksualności zaprosiłam Annę Moderską, która od blisko 20 lat jest edukatorką seksualną Towarzystwa Rozwoju Rodziny. W ramach tej działalności pisze, uczy, prowadzi warsztaty, szkoli, tworzy podcasty i robi filmy. Swoją zawodową drogę rozpoczynała jako młodzieżowy edukator seksualny, następnie z dzieciakami i młodzieżą szkolną rozwiewała zagadnienia edukacji seksualnej. Od blisko 10 lat pracuje z dorosłymi, pomagając im dbać o satysfakcjonujący seks. Wraz z Alkiem Czyżem prowadzi konto na Instagramie – Seks Dobry Wszystkim – bo wszystkim życzy, by ich seks był dobry… w ich ocenie oczywiście!

JK: Dzień dobry Anno! Jest mi bardzo miło się z Tobą spotkać i już na początku chciałabym podkreślić jak bardzo jestem wdzięczna za Twój udział w tym projekcie. Przejdźmy od razu do pierwszego pytania. Skąd się wziąłem?

AM: Skąd się wziąłem? Pamiętam jak mój synek zadał bardzo konkretnie pytanie, bo nie pamiętam pytania: Skąd się wziąłem? wprost. Natomiast pamiętam, że zadał mi pytanie: Jak się urodził? Miał chyba tak 2,5 – 3 latka mniej więcej w tym okresie. I zapytał jak wyszedł z tego brzuszka. Bo wiedział, że dzieci są w brzuszku mamy. I tu muszę powiedzieć, że rozumiem rodziców, którzy mają różnego rodzaju obawy, kiedy jest ten czas, żeby mówić, tłumaczyć dzieciom zawiłości ludzkiej anatomii. Mimo że jestem edukatorką seksualną od prawie, 20 lat i mimo, że prowadzę zajęcia, spotkania z dorosłymi i z młodzieżą i mam pełną świadomość tego jak należy być otwartym to pamiętam, że pierwszy odruch, odruchowa myśl jaka się pojawiła, kiedy mój synek zadał pytanie, bo on był bardzo nieustępliwy. Zapytał mnie: Czy wyszedł z tego brzuszka czy wyszedł przez pupę? A zadał to pytanie, że przez pupę, bo to były takie czasy, kiedy dziecko się uczy robić kupę i z nocnika do kibelka i się tłumaczy, że w brzuszku jest kupka. Trzeba zrobić kupę, żeby wyszło, żeby brzuszek był pusty, więc naturalnie dla niego było pytanie o pupę. Pojawiło się no, bo skoro coś jest w brzuszku i musi z niego wyjść no to na pewno tamtędy. Ja mówię: Nie, nie. Nie przez pupę. Na pewno nie. I on tak wtedy zdębiał i mówi: No to jak? Przez ucho, przez oko, nos, pępek? No, bo szukał jakiegoś otworu, który by tutaj zadziałał. I ja pamiętam swoją pierwszą myśl, której natychmiast się zawstydziłam, tego co przyszło mi do głowy: No wiecie mały chłopczyk. 2 latka. On był bardzo taki rozgadany. I pierwsza myśl, która mi przyszła do głowy to była: ze on jest za mały i natychmiast się zawstydziłam tej myśli. I pomyślałam sobie: Ale jak za mały? Do czego za mały? I pamiętam, że powiedziałam mu wtedy zupełnie normalnie, wprost: A pamiętasz, – bo wcześniej wyniknęła rozmowa na temat różnicy narządów płciowych męskich i żeńskich. Była rozmowa na ten temat i był rysunek. Ja mu pokazałam na rysunku jak to wygląda, bo on chciał zobaczyć. Mówi: Pokaz mi u mnie. Pokaz mi. A ja uznałam, że mu pokażę na rysunku. Więc pokazałam na rysunku i on wtedy popatrzył i mówi: tjiudne. „R” nie mówił tylko „j”, więc powiedział: trudne. Ale już mu w główce zostało i ja mówię: Pamiętasz, jak pokazywałam Ci rysunek pisi, bo ja używałam słowa jakie on używał: pisia, siusiak. Pokazywałam Ci rysunek i tam jest taki jeden otworek na siusiu. Jeden otworek na kupkę, a jeden specjalny otworek jest dla dzidziusia. I tam tędy wychodzi dziecko. I to jest pochwa. Powiedziałam: Ten otworek nazywa się pochwa i tam wychodzi dziecko. Dzieciom należy w tym wieku odpowiadać wprost. Skąd się wziąłem? „Urodziłeś się z brzuszka mamy” albo „wyszedłeś z brzuszka mamy” albo „Cię lekarz wyjął z brzuszka mamy”. Następne etapy, bo to też warto zwrócić uwagę na to, że dziecko pyta: Skąd się wziąłem? On nie pyta: Jak się znalazł w brzuszku? To jest następne pytanie: Jak się znalazłem w brzuszku? Najpierw jest ten moment, że pojawiłem się na świecie. I wydaje mi się, że najważniejsze jest zachować tą kolejność. Odpowiadać na to co pyta dziecko. Dziecko pyta: Skąd się wziąłem?Jak już byłem w brzuszku no to jak z niego wyszedłem? Po prostu odpowiedzieć wprost. Dzieci w tym wieku są dziećmi, które nie myślą w kategoriach seksualnych. Dzieci w tym wieku poznają świat wokół siebie. Poznają rączkę, nóżkę, oko, łokieć. Równie dobrze mogą usłyszeć takie słowa jak: pochwa, jak wagina, penis. To są słowa medyczne. My możemy używać oczywiście zdrobnień, bo z dziećmi używamy różnych zdrobnień. Mówimy: oczko. Mówimy buzia. No nie używamy wszystkich medycznych sformułowań na ciało ludzkie. Natomiast jeżeli tych słów będziemy używać z takim dzieckiem to to dziecko uczy się po prostu, że normalizujemy mu nasze ciała. Dziecko powinno mieć znormalizowane. Nie możemy udawać, że tych części ciała nie ma. To jest chyba najgorsza rzecz jaką możemy zrobić po prostu udać, że tam na dole nic nie ma. To jest wydaje mi się, że duża krzywda dla dzieci. 

JK: Ten język, w którym opisujemy części ciała to też było zagadnienie, które często się pojawiało w moich rozmowach z rodzicami. I oni z jednej strony wiedzieli, że trzeba nazywać części ciała tak jak one się nazywają. Z drugiej strony pojawiały się właśnie te określenia jak: siusiak, sikawka, druga pupcia. I byli w takim zgrzycie. Jak to robić i co lepiej robić? Czy jest lepiej? 

AM: Powiem szczerze, że nawet jeśli rozmawiamy w ramach edukacji seksualnej oczywiście używamy, uczymy młodych ludzi tego jakie to są słowa fachowe, książkowe. I dobrze jest używać słów książkowych i fachowych. I się nie wstydzić ich, bo to jest kluczowa rzecz, że ludzie się wstydzą. I używanie słów intymnych, zdrobnieniowych to jest trochę takie odczarowywanie wstydu, ukrywanie tego skrępowania, bo rzeczywiście określeń jest całe mnóstwo i rodzice bardzo często używają wobec dzieci. Mówią, kuciapka, cipcia tam właśnie siurek. No całe mnóstwo określeń jest po to, żeby ukryć swój stres z tym związany. I ja też używałam takiego określenia. Jestem temu winna, że używałam, ale też wynikało to z tego, że ogólnie wobec mojego dziecka używałam słów pieszczotliwych i zdrobnieniuszek. I do tej pory mi się zdarza. Oczywiście, dostaję w cudzysłowiu,,po głowie”. Mamo nie ma czegoś takiego jak jabłuszko Prawdą jest, że to wynikało po prostu z mojego traktowania dziecka w sposób taki malutki, słodki, więc te słowa same powstawały, ale też wróciłam do tego już w przedszkolu, bo w przedszkolu dzieci zaczynały ze sobą tam rozmawiać i było wyśmiewanie się z takich słów. Zaczęły się pojawiać wulgarne określenia, czyli np. dupa i śmianie się ze słowa penis. Chichotanie z tego. To się później wlokło jeszcze do szkoły, bo wtedy jest taki moment (zależy w jakim domu) gdzie to rośnie, ale u różnych dzieci, w różnym wieku także to się wlecze aż do szkoły podstawowej, że dzieci jak ktoś powie w klasie „penis” to jest wielki śmiech po prostu. Najśmieszniejsza rzecz, najśmieszniejszy dowcip jaki powiedział. Więc wróciliśmy do tego, gdzie właśnie chodziło o to, żeby wyjaśnić, że po prostu są pewne określenia medyczne, formalne, które nie powinny być niczym kontrowersyjnym. Nie śmiejesz się jak mówię do Ciebie „twój łokieć” albo „twoje plecy”. I on w tym przedszkolu będąc tak trochę zdębiał, że ja do tego tak spokojnie podchodzę. I mieliśmy też rozmowę na temat wulgaryzmów właśnie. Na temat tej niesławnej dupy. Bo też powiedziałam: Wiesz co, ludzie używają tego określenia – chyba tam też było tak otarło się trochę o dziadka, bo dziadek też używał tego sformułowania – Piotrusiu niektórzy ludzie używają słów, które w pewnym kręgu osób jest przyzwolenie, żeby ich używać. Ale mogą te słowa razić innych ludzi. I mogą tych ludzi np. krępować, zawstydzać i trzeba wiedzieć, kiedy takich słów używać, a kiedy nie. I pamiętam, że powiedziałam mu wtedy: Oczywiście, że dziadek mówi to słowo, ale zapytaj czy on tego słowa np. użyłby wobec Twojej Pani w przedszkolu albo u lekarza. Jeżeli nie to znaczy, że być może to słowo nie powinno być używane np. w przedszkolu. Pamiętam, że dużo było rozmów o języku i dużo było takiego wyjaśniania, że no tak takie słowa są. Nie będę udawać, że nie ma i nie będę mówić, że one nie są używane, ale musimy zwracać uwagę na to, gdzie i jakie słowa używamy. Oczywiście te rozmowy się wloką, bo teraz jesteśmy na etapie już prawie nastoletnim. I oczywiście, że język jest bardzo grupowy, w sensie rówieśniczy, jest już swój własny i on oczywiście jest dalece odbiegający od tego co by rodzic chciał, żeby dziecko mówiło, więc no tematy ciągle wracają, ale przynajmniej nie ma już śmiechów jak ktoś mówi właśnie penis albo wagina. Nie jest to już śmieszne. 

JK: Kolejne nasze pytanie: dlaczego mama nie ma siusiaka?

AM: Mama nie ma siusiaka, bo mama nie jest tatą. Kobiety i mężczyźni, chłopcy i dziewczynki mają inne narządy płciowe, czyli inne narządy do siusiania, inne narządy do robienia dzieci i dlatego nie ma siusiaka. Siusiak służy do siusiania. U mamy jest dziurka do siusiania. Siusiak wprowadza plemniki do brzuszka mamy, a dziecko wychodzi pochwą. 

JK: Czy mogę nie całować babci (ale też dziadka, wujka, cioci, sąsiada) na dzień dobry? 

AM: Jak najbardziej. To nie tylko chodzi nawet o całowanie. Rodzice, ciocie, babcie są winne tego, że się dziecko wręcz przymusza do tego, żeby po pierwsze całowało. Ale nie tylko. Jest taki etap, w życiu dziecka, że dziecko się wstydzi, odwraca. Nadal mi się zdarza poprawiać wręcz takich rodziców jak mówią: No, nie wstydź się, przywitaj się. Ja mówię tak: Niech się wstydzi. Czemu ma się witać ze mną. Wcale nie musi. Dziecko ma pewne etapy, które my musimy zaakceptować i nie, nie musi witać się z każdym. Nie musi być miłe dla każdego kogo spotyka, a już tym bardziej nie musi się całować, ściskać, podawać ręki. Może obserwować rodziców. Niech rodzice całują ciocie, babcie ściskają się i po prostu dziecko w pewnym momencie samo zauważy, że takie rzeczy się robi, ale nie trzeba zmuszać go do tego. To jest pierwszy krok do przełamywania bariery cielesnej człowieka wbrew jego woli. Mimo, że wydaje nam się to bardzo niewinne i: Ale o co chodzi? Nikt tutaj krzywdy mu nie robi. 

JK: My w naszych domach i wśród przyjaciół załatwiamy ten temat mówiąc, że „Jeżeli będziesz miała ochotę przyjść się przywitać, pocałować, przytuli to to zrób wtedy, kiedy będziesz chciała/chciał” zwracając się bezpośrednio do dziecka i mówiąc dokładnie w ten sam sposób też do wujków, babć, cioć. Po prostu, żeby to dziecko już od samego początku wiedziało, że ono może wyznaczać granice i żeby wiedziało, że to jest jego decyzja, że będzie chciało w ten kontakt cielesny wejść z bliskim dorosłym. 

AM: Oczywiście, że tak. To jest bardzo ważne i dotyczy to tak naprawdę też relacji. Co jest może jeszcze trudniejsze do zrozumienia i zaakceptowania. Dotyczy to również relacji dziecka z rodzicem, bo dziecko może nie chcieć się przytulić albo pocałować mamy, taty. No i najgorsze co może się wtedy wydarzyć to np. wkręty, jakieś manipulacje emocjonalne: Ojej jak mi smutno. No przecież to dziecko i tak przyjdzie, i tak mamę będzie chciało przytulić, jeśli tylko będzie czuło się dość pewne, że może się przytulić, że jest na to przestrzeń. Jak najbardziej bardzo pochwalam takie mówienie do dzieci, że to jest ich decyzja. 

JK: Dlaczego wyglądam inaczej niż Ty? 

AM: Zdecydowanie w takim momencie po pierwsze bym powiedziała, bo każdy z nas jest różny. Bardzo się różnimy. Co więcej wyglądamy zupełnie inaczej w dzieciństwie niż będziemy wyglądać, jak będziemy duzi. Dziecko rośnie i też się zmienia. I oczywiście to nie jest jeszcze etap, żeby w wieku 2 lat ogarniać zawiłości dojrzewania i dorastania ciała. Ale dziecku można pokazać wtedy zdjęcia swoje z dzieciństwa np. zobacz tutaj jestem ja, jak byłam taka mała jak Ty. I wtedy dziecko może zobaczyć pewną analogię: że mama taka malutka była, a teraz jest duża. Więc jak będę duży to też będę inaczej wyglądał. To jest normalizacja dorastania i też normalizacja cielesna. Od początku zachęcałabym rodziców jak mają malutkie dzieci, jeszcze takie nie mówiące nawet, żeby się obkupili się książkami dla dzieci na temat ciała. Na temat tego jak ciało rośnie, jak się rozwija. Niech to dziecko ogląda tą książeczkę, na której będzie i pupcia, i siusiak, i wszystko po kolei, i będzie widziało to. I wtedy nie będzie to dziwne dla dziecka. To są rozmowy, które się pojawiają, kiedy dziecko nie jest zaznajamiane z tym tematem od samego początku, a dziecko od samego początku powinno być zaznajamiane z tym tematem. Tak jak dzieciom mówi się: tu oko, tu buzia, tu nosek. To tak samo można powiedzieć: tu pupcia, tu nóżka. No każdy aspekt naszej fizyczności od samego początku może być dla dziecka w taki normalny sposób komunikowany. I książki są do tego świetną rzeczą. Jestem gorącą zwolenniczką wychowywania dzieci z książkami, z obrazkami, żeby te dzieci mogły sobie te obrazki oglądać i same nawet sobie zaglądać do nich. 

JK: A czy możesz polecić swoje ulubione pozycje książkowe? Właśnie dla dzieci w wieku 2-3 lat w zakresie seksualności? 

AM: Przyznam szczerze, że minął długi czas od tego, kiedy takie książki czytałam z moim synkiem i mu je pokazywałam. Musiałabym sobie przypomnieć, ale bardzo chętnie podpowiem tytuły, żebyś mogła w podpisie np. do tego podcastu umieścić informacje o takich książkach. Ale pamiętam dla takich maluchów to nawet były takie obrazkowe książeczki, w których po prostu był chłopczyk, dziewczynka – goli i było po prostu wszystkie części ciała. Na przykład „Mała książka o kupie”. To też ma związek z cielesnością i fizycznością, normalizacją pewnej cielesności. To była jedna z ulubionych pozycji mojego dziecka. I ona też normalizuje pewne rzeczy związane z ciałem. Niekoniecznie w kontekście seksualnym, chodzi po prostu o ciało. Ostatnio mi się wyświetla ciągle w podpowiedziach książka „Pupy”. I są tam różne zwierzątka i ich pupy. I to też jest świetna pozycja dla bardzo małych dzieci, do obejrzenia, że są różne pupy i dziecko pupę też ma. Człowiek też ma pupę. I ona jest częścią ciała. Każda książka, która wpadnie w ręce, w której to ciało jest pokazane w sposób zwyczajny, normalny, bez zawiłości, bez eufemizmów i słów, które mają zastąpić prawdziwe słowa określające ciało będzie dobrą pozycją. 

JK: Jak nazywa się to co mam między nogami?

AM: No i tu wracamy do samego początku naszej rozmowy. Należy po prostu wprost powiedzieć, że to co masz między nóżkami – w zależności od tego czy to jest chłopczyk czy to jest dziewczynka – to jest penis i jądra moszna. Moszna, bo jądra to chyba jeszcze w tym wieku nie schodzą, ale moszna już jest, czyli to jest penis i moszna. U dziewczynki powiedzieć to jest wagina albo wulwa, bo teraz też takiego określenia się używa. Wulwa do określenia całych warg sromowych, zewnętrznych, wewnętrznych, łechtaczki, wejścia do pochwy, ujścia cewki całego obszaru mówi się słowo wulwa. Ale można też znaleźć jakiś rysuneczek i po prostu wszystko po kolei nazwać i pokazać, i żeby rzeczywiście i dziewczynka, i chłopczyk zobaczyli te swoje części ciała. 

JK: Czy mogę dotykać mojego peniska? Mojej waginy? 

AM: I tutaj powiem szczerze myślę, że to jest pytanie rodziców. To nie jest pytanie dziecka, bo dziecko nie zadałoby takiego pytania. Tak śmiem twierdzić. 

JK: Ja zmieniłam trochę to pytanie. Wynikało z tego, że była sytuacja dziecięcej masturbacji i mama wytłumaczyła synowi, że nie może dotykać np. w przedszkolu, w miejscach publicznych i stąd pojawiło się czy mogę, a jeśli mogę to, gdzie? 

AM: Ok, rozumiem. To teraz jest to jasne. Więc tak dokładnie w takich sytuacjach nieoczywistych wychodzi temat dotykania. Dziecięca masturbacja, czyli żebyśmy nie rozumieli tego jak masturbacji konwencjonalnej. Po prostu dotykanie własnych narządów płciowych po to, żeby je zbadać, zobaczyć, dotknąć ręką. Jak wyglądają? Co się dzieje? Co czuję wtedy, kiedy ich dotykam? U mnie akurat było tak, że mój synek rzeczywiście tam dotykał siebie w czasie kąpieli, a ja pytałam go czy go coś boli? Czy dlatego dotyka, bo go boli? Czy coś się dzieje? On mówił: Nie nic nie boli, a ja mówię: Ok. Dobra. Kolejny raz on znowu coś tam sobie dotykał. Leżał chyba w łóżku znowu go zapytałam: Czy go boli, że tak dotyka? Nie, nie tylko się bawię. Ja powiedziałam: Ok, możesz się bawić. I wtedy chyba też powiedziałam tylko, że na pewno, fajnie się bawić własnym siusiakiem i to jest na pewno fajne. Ale żeby pamiętał, że bawić się siusiakiem to warto w swoim własnym otoczeniu. Np. właśnie w łóżeczku albo w łazience. Że ludzie na przykład nie bawią się swoimi siusiakami jak się tak spotykają np. w domu albo w przedszkolu. I żeby zwrócił uwagę, żeby takich rzeczy nie robić właśnie w miejscach publicznych. Mniej więcej gdzieś w ten deseń to poszło. Ale rzeczywiście to był świetny pretekst do tego, żeby o tym mówić. Że to jest intymna czynność. Powiedziałam mu: To sobie leż i się baw. I zamknęłam drzwi, i poszłam robić swoje rzeczy. A on wtedy chwilę przewalał się na łóżku, po południu taki był do spania po obiedzie. Takim drzemkowo. A potem wstał, przyszedł i temat zniknął. Więc to nie jest tak, że te tematy wracają. Że trzeba strasznie długo, wystarczy bardzo krótko wyjaśnić. Nie wolno zawstydzać. O tym pamiętajmy. Nie zawstydzajmy. Nie mówmy dziecku, żeby tego nie robiło. Albo: A gdzie Ty tam te łapki pchasz? Nie wolno. Rozumiem troskę rodziców, sama zwracałam na to uwagę, bo zastanawiałam się czy go coś nie boli, nie swędzi. Z tego powodu chciałam się upewnić, że wszystko jest w porządku. Jeszcze mu powiedziałam tak: To jak Cię będzie coś swędziało, bolało to mi od razu powiedz. I to był temat. Natomiast nie wolno zawstydzać, nie wolno zabraniać dzieciom tego robić. Można np. oczywiście zapytać, czy ma na pewno czyste rączki, bo oczywiście że rączki trzeba mieć czyste i tyle. Jest to normalne, że dziecko sobie tam dotyka i maca. Pamiętam, że następnym pytaniem w związku z tym było: Mamo jak w wannie jestem i dotykam to mój siusiak robi się – znowu było śmieszne, bo on r nie mówił – twajdy. I czy coś się dzieje? Z powodu mechanicznego poruszania naturalnie rekcja się pojawiała. Powiedziałam, że nie. Wszystko jest w porządku. To znaczy, że jesteś zdrowy, że czasem tak się dzieje. Że się siusiak robi twardy. Zwłaszcza jak się go dotyka. I temat minął. Temat wrócił znowu kolejnego razu. Robiłam rysunki do projektów edukacyjnych dla dorosłych, ale to były takie rysuneczki kreskówkowe. I tam narysowana była pani. I pan był narysowany. Taki bardzo kreskówkowy pan z takim właśnie penisem w stanie wzwodu. I mój mały wtedy, taki 2,5- 3 letni synek zapytał: Czemu ma takiego czejwonego siusiolka? Wtedy odpowiedziałam: Pamiętasz, jak mówiłeś ze masz twardy siusiak w czasie kąpieli? No to właśnie tak to się dzieje u panów dorosłych też I to jest potrzebne do tego, żeby zrobić dzidziusia. To jest ważne, żeby był wtedy twardy. Okej. I znowu temat się skończył. Krótkie pytania, krótkie, w miarę klarowne odpowiedzi. I naprawdę dziecku niewiele trzeba. Następne pojawią się po prostu w kolejnym etapie.

JK: Mam też taką obserwację, że jeżeli od początku mówimy dziecku szczerze i prawdziwie co się dzieje to jest nam o wiele łatwiej w tych kolejnych etapach. Bo cały czas budujemy fundamenty. Też chciałabym zwrócić właśnie uwagę na to co powiedziałaś, że jak ogromną wagę ma to co mówimy dziecku od samego początku. Nawet kiedy nam się wydaje, że ono jeszcze nie rozumie.

AM: Dokładnie tak. I to też jest tak, że warto zwrócić na to uwagę, że czasem bardzo proste odpowiedzi, takie właśnie dziecinne budują naszą pewność siebie. Bo my się też oswajamy z tym mówieniem o cielesności, o seksualności na kolejnych etapach. I jeszcze jedna rzecz. Tak jak powiedziałaś szczerze odpowiedzieć. Nie musimy mówić wszystkiego, ale ważne jest żebyśmy niczego nie zakłamywali, nie udawali, że tematu jakiegoś nie ma. Jeśli zostało zadane pytanie, nie musimy wybiegać. Nie musimy na zapas opowiadać coś. Ale jeśli o coś zostało zapytane no to trzeba udzielić tej odpowiedzi. W miarę prostej, ale szczerej i uczciwej. Nawet czasem można powiedzieć: jest mi trudno Ci to wytłumaczyć, ale jak dasz mi czas to jutro Ci wytłumaczę. Jeżeli chcemy się upewnić, chcemy zasięgnąć języka i odpowiedzieć. Podam przykład swój. Był taki moment już później, w szkole, 2 lata temu?Rok temu? W klasie rzeczywiście tematy około seksualne. Już bardzo dużo było tych tematów. I wtedy syn powiedział mi o swoim koledze, który wciąż wracał do nich: On mnie strasznie denerwuje. On tak ciągle jest taki podjarany tym. I ciągle tylko hahaha-hyhyhy. I tak się śmieje z tego tematu. Ja tak nie lubię z nimi gadać na takie tematy. Powiem Ci mamo. Ja to lubię z Tobą o seksie porozmawiać. Odczułam małą satysfakcję oczywiście, dumę i zadowolenie, że w tak kluczowej rzeczy jednak on wybiera sobie osobę, której może zaufać i z którą może porozmawiać i której może zapytać o ważne rzeczy. A nie powiela, powtarza głupoty, które koledzy, koleżanki chichocząc się przekazują sobie. Kiedy my byliśmy dziećmi to ta edukacja rówieśnicza kwitła i edukacja rówieśnicza jest cenna. Nie twierdzę, że nie jest. Ale byłoby znacznie lepiej dzieci uczyły się od nas zagadnień związanych z seksualnością. Jeżeli nie chcemy, żeby zrobiły coś głupiego w życiu. Jeżeli nie chcemy, żeby ktoś je skrzywdził, żeby one popełniły też jakiś błąd nieodwracalny. Po prostu warto o to dbać i warto o tym rozmawiać. O skrzywdzeniu też. No nie da się ukryć, że gdyby nie to, że ja z dzieckiem rozmawiam to pewnie nigdy bym się nie dowiedziała, że koledzy się śmieją z gwałtów albo rozmawiają na wf o tym czym jest seks. Kiedyś dostałam bardzo rozgorączkowany telefon od jednej z mam. Chyba byli w trzeciej klasie. I ona z awanturą do mnie, że Piotrek edukuje kolegów w klasie. I ona jest bardzo otwarta, ale …. A ja na to: Chwileczkę. Jak edukuje? No, że tam gdzieś w szatni na wf. Ja mówię: Wie Pani co? To ja Pani przytoczę jak ta rozmowa wyglądała. Bo ja wiem, jak ona wyglądała. I mówię jej. Ktoś zadał pytanie co to jest seks? I ktoś mówi: seks to jest jak facet wkłada babce siusiaka do buzi. A ktoś tam mówi: nie. Jak do tyłka. I Piotrek wtedy powiedział: Wszyscy mówicie głupoty. Pani ma swoje strefy intymne. Pan ma swoje strefy intymne. Pan wkłada w Pani strefy intymne swoje strefy intymne. I z tego może być dziecko. Hahaha. Co Ty mówisz? I ktoś tam znowu tam strzelił: A co? Jak wkłada w tyłek to co niby może wyjść? I ktoś tam powiedział: Pewnie zombie. Taka była ta rozmowa trzecioklasistów. I wtedy w słuchawce słyszę ciszę. I pani mówi tak: No rzeczywiście. No tak mi tam (imię tu podała) tak mi syn powiedział, że faktycznie chyba tak było. Ja mówię: Wie Pani co? Ja rozumiem, że Pani uważa że to jest nie ten czas, że Pani jest otwarta, ale może oni są za młodzi. Ale najwyraźniej z tej sceny wynika, że nie są za młodzi. Że ten temat się pojawił. I może to jest czas, żeby po prostu tak normalnie czasem porozmawiać z synem. Żeby mu powiedzieć, wyjaśnić to co Pani czuje. To co Pani uważa. I po prostu no nie bać się, no. Przykro mi, że tak to Pani wylazło, ale… No oni między sobą już rozmawiają. No to nie są za młodzi na to. Skoro o tym rozmawiają. Trzeba im to wytłumaczyć. 

JK: Mało tego, że ze sobą rozmawiają to mają na ten temat jakieś poglądy i już jakąś wiedzę? I też warto tę wiedzę korygować.

AM: Oczywiście. Bo to jest też przykład wiedzy. To był świetny przykład wiedzy pornograficznej. Tak bym powiedziała. Jest wiedza i jest wiedza pornograficzna o seksie. A pornograficzna wiedza to jest wiedza właśnie z obrazków. Czyli np. ktoś komuś pokazał filmik albo zdjęcie, ktoś miał jakiegoś starszego brata, który mu pokazał i teraz on pokazuje innym. To był standard w klasie Piotrka, że jakieś hece wynikały, bo ktoś właśnie miał brata, który coś mu pokazał. Wydaje mi się, że rodzice zamiast zaklinać rzeczywistość. Bo mówieni, że dzieci są na coś za małe, tak jak ja to w pierwszej myśli miałam, kiedy on pierwsze takie pytanie zadał wprost i miałam powiedzieć słowo pochwa do dwulatka. Jest mi tak wstyd na samą myśl jakbym miała opowiadać o najbardziej krępującej rzeczy, którą zrobiłam. Albo takiej dla mnie osobiście poniżającej to właśnie ta myśl, która mi się wtedy pojawiła. Każdy ma ten grzech w sobie. Taki grzech właśnie powstrzymania się przed mówieniem dziecku prawdy. Ale to jest bardzo ważne, żeby jednak tę prawdę dzieciom mówić. 

JK: Tutaj tylko dodam, że ta seria miała mieć 18 odcinków. Tak była zaplanowana, ale w trakcie jej realizacji dotarło do mnie, że wiedza dana rodzicom to jest trochę za mało. Wiele osób z naszego pokolenia nie odebrało rzetelnej edukacji seksualnej. Mieliśmy właśnie edukację rówieśniczą. Mieliśmy jakieś takie kościołkowe podejście. Te wszystkie uczucia, które się w nas pojawią to jest też coś co my jako dorośli musimy ze sobą przepracować. A te uczucia często nie są przyjemne. Więc pojawi się jeszcze jeden dodatkowy odcinek. I będzie to rozmowa z Martą Niedźwiedzką o emocjach i o języku seksualności właśnie. Czyli co my możemy sobie zrobić, żeby było nam łatwiej, a dzięki temu, żeby nasze dzieci po prostu wzrastały w tym świadomym nurcie.

AM: Ja wiem, że może być ciężko rodzicom. Bo rodzice nie chcą słyszeć, że ich dzieci rosną. Seksualność nam się kojarzy nieodmiennie z dorosłością. Więc jeżeli to się, ten temat pojawi, pojawia się w ustach dzieci to wpadamy w panikę: czy to już ten moment? Boimy się, że oni już nie są takimi malutkimi dziećmi. Nawet jeśli nie chcemy tego przed sobą przyznać. To jest ten strach, że one rosną. Ale warto pamiętać, że jeżeli my im czegoś nie powiemy to powiedzą im rówieśnicy, powiedzą im ludzie, którzy nie chcemy, żeby im mówili. Proszę Państwa, nie chcę być adwokatem diabła. Jeżeli nie chcecie, żeby edukatorzy seksualni uczyli Wasze dzieci to musicie Wy im tłumaczyć tak, żeby dostali tę wiedzę, tak jak Wy byście ładnie im chcieli przekazać. Żeby to była wiedza przekazana we właściwy według Was sposób. Jest jeszcze druga rzecz. Myślę, że ważna. Mówienie ładnie o seksie w sposób normalny. Mimo że jesteśmy zestresowani, skrępowani. Ale jeżeli staramy się, ćwiczymy to nabieramy mistrzostwa w tym. To znaczy nawet jeśli się krępujemy na początku to po pewnym czasie, kiedy zaczynamy mówić, zaczynamy my sobie to normalizować. Dla nas to zaczyna być po prostu normalniejsze. I wydaje mi się, że sposób jedyny to jest po prostu przemyśleć, pomyśleć co jest moim priorytetem? I co jest ważniejsze? Moje skrępowanie czy bezpieczeństwo mojego dziecka? I wtedy mówić: a dlaczego bezpieczeństwo? Bo to też jest ważne. Moje dziecko jak miało właśnie 2 latka, 3 latka i było pytanie o seks: jak się robi dziecko? I wtedy było właśnie o seksie. Jak się ludzie kochają. Bo w przedszkolu pojawił się znowu temat. Ja Piotrusiowi mówiłam o tym, że ludzie uprawiają seks. I seks to jest sytuacja, w której dwoje ludzi najczęściej w bliskiej relacji głaszczą się, całują się, pieszczą się. Są na golasa ze sobą. I uprawiają seks. I bardzo często w wyniku seksu właśnie dochodzi do zapłodnienia i powstaje dziecko. No i tam wtedy mówiłam mu właśnie o penisie i o pochwie. Że tam penis wchodzi do pochwy. To rzeczywiście było tak wyjaśnione. Bo było: jak się znalazł w brzuszku? Jak się w brzuszku dziecko znalazło? No to wtedy ta rozmowa wyniknęła. I był taki moment, że on gdzieś tam dopadł u mnie w domu książkę. Mam taki album bardzo ładny Taschena „Erotica Universalis”, gdzie są pornograficzne co prawda, erotyczne dzieła sztuki. Od egipskich malunków na ścianach, rzymskich Pompejów po współczesne komiksy, różne ilustracje seksualne też znanych malarzy, którzy ukrywali się pod pseudonimami, bo rysowali rzeczy niestosowne, powiedziałabym. I on tą książkę złapał. Jemu bardzo się podobała złota okładka. I otworzył i tam były właśnie rysunki. I trafił na rysunek i wtedy akurat ja go zobaczyłam, że on tą książkę ma. Trafił na rysunek, gdzie jakaś pani całowała penisa mężczyzny. I zapytał mnie czemu. Czemu ta Pani całowała siusiaka tego pana? No i ja mu wtedy właśnie tłumaczyłam, że jak ludzie się kochają, uprawiają seks to właśnie okazują sobie czułość i miłość i takie, no że się podobają sobie. Całując się po całym ciele. Po całym, całym ciele. Również w siusiaka, w pisie itd. Więc ja mu to po prostu tak powiedziałam. Że jak ludzie się kochają to się całują po całym ciele. Ale powiedziałam mu: bardzo ważne jest żebyś wiedział, że to tylko robią dorośli ludzie między sobą. Że dorośli ludzie np. nie całują dzieci w całe ciało. Że dzieci nie powinny też całować dorosłych nigdzie w ciało. Że to tylko dotyczy osób dorosłych. On wracał do tej rozmowy, bo jego to bardzo zaintrygowało i pytał: czyli jak dojosły nie może całować dziecka? Ja mówię: nie. Dorosły nie może całować dziecka. I jak robi to, to znaczy że robi coś bardzo, bardzo złego i trzeba od razu powiedzieć komuś innemu: dorosłemu, mamie albo tacie. Koniecznie trzeba powiedzieć, że coś takiego się dzieje. I to było na bardzo wczesnym etapie. Ale ja byłam super wdzięczna, że ten temat wypłynął. No bo naturalnie była szansa o tym zacząć rozmowę. I znowu ona gdzieś tam później wróciła w następnych etapach, ale on był już dużo starszy. Od razu następnego dnia odprowadzając go do przedszkola wywołałam panią wychowawczynię i tłumaczę jej. Mówię: jest taka a taka sytuacja. Piotrek znalazł taką książkę. I się okazało, że opowie komuś w grupie i temat wypłynie no to ja powiedziałam to, co powiedziałam jemu. I mówię: gdyby była jakaś wątpliwość czy coś to proszę o telefon. No, ale nie chciałabym stwarzać problemu. Ale tak powiedziałam jemu. I ona mówi: bardzo pani dziękuję. Dobrze. Będę pamiętała. I proszę mi wierzyć. Nie minęło kilka dni, woła mnie wychowawczyni. Mówi: była sytuacja, Piotrek mi nic nie powiedział. Siedzą w grupie i nagle kolega Piotrka – Piotrek był bardzo zły na niego, że on to zrobił – mówi: a proszę pani? A Piotrek mi coś powiedział. A Piotrek mówi: nie mów, nie mów. Ja nie chcę. I pani do niego mówi: ale Piotrek nie chce żebyś powiedział. A on mówi: ale ja powiem. I Piotrek się zezłościł i mówi: to ja powiem. No i on to powtórzył, że ta książka i było tak, że pani całowała siusiaka. Dzieci się zaśmiały. I wychowawczyni wtedy dokładnie prawie powtórzyła to co ja powiedziałam. Że nie ma się z czego śmiać. Że ludzie jak się kochają, mamusia i tatuś się kochają to uprawiają seks i się całują w całe ciało, ale to też jest istotne, żeby pamiętać, że to dorośli robią między sobą. Żaden dorosły nie może tego zrobić z dzieckiem i dziecko z dorosłym. Dzieciom natychmiast minęło chichotanie. Temat się skończył i nigdy do tego nie wróciły. W ogóle. Ważne jest, żeby nie panikować, że nawet jeśli myślimy, że będzie strasznie i powiemy coś nieodpowiedniego. No, dopasowujmy ten język do dziecka i używajmy słów kulturalnych. Medycznych, kulturalnych. To nie popełnimy żadnego błędu. Bo nawet jeśli dziecko będzie takiego słowa używało to nie będzie to nic strasznego. 

JK: Zwróciłam uwagę na jeszcze jedną rzecz z tej anegdoty. Że kiedy odpowiadamy dziecku w sposób wyczerpujący, ale dostosowany do jego wieku to temat się kończy. Dziecięca ciekawość została zaspokojona i dziecko nie pozostaje w tej sferze chichotów, domysłów itd. I tego, co się za tym wszystkim kryje. I faktycznie jest to też sposób na ochronę dzieci. I myślę, że nie tylko można w ten sposób przejść do tematu bezpieczeństwa dzieci, w sensie nie rozpocząć od pani całowała pana w siusiaka, ale właśnie, że dorośli się całują w całe ciało. I to jest też dobry początek dla rozmowy. Jeżeli pojawi się okazja, aby o tym porozmawiać. 

AM: No właśnie. Chciałabym Drodzy Dorośli zwrócić się do Was teraz, żebyście przemyśleli sobie dobrze czasem: co Wy sobie wyobrażacie w głowach? Dlaczego o tym mówię? Jest tak, że nie wiem chodzę na imprezy różne. Już teraz mniej, ale był taki moment, że dużo imprez z gadżetami erotycznymi. I między innymi zdarzyło mi się, że byłam z gadżetami erotycznymi w telewizji śniadaniowej. Publicznej telewizji śniadaniowej. To było jeszcze dawno temu jak jeszcze o tym seksie można było rozmawiać. I w pewnym momencie pan reżyser czy scenograf przez głośniczek mówi coś o gadżetach, bo na stole stały zabawki. Jedna w kształcie kulki, druga to był jakiś puder do ciała i stała taka mała gąsieniczka w kolorze wściekle różowym. Malutka. I przez ten głośniczek słyszę, że to trzeba zdjąć ze stołu. A ja mówię: a dlaczego? Bo to dzieci oglądają. I ja wtedy zdębiałam i mówię tak – bo to jeszcze było przed nagraniem, w przerwie – przepraszam bardzo, ale dzieci nie mają pojęcia co to jest i nie będzie im wyjaśnione. Jeżeli dzieci nie wiedzą co to jest to w czym problem? A jak wiedzą to znaczy, że coś dzieje się nie tak. Dzieci nie powinny wiedzieć co to jest. To dorośli sobie wyobrażają co to jest i co to robi? Gdzie to się wkłada? Ojejku. Jak to wygląda? To dorośli. Dzieci tego nie widzą w ten sposób. My musimy zapomnieć czasem, że dzieci nie są nami. Mają w głowach zupełnie inne rzeczy. I to jest coś co powinniśmy sobie powtarzać jak mantrę. Nie seksualizujmy dzieci w naszej wyobraźni. O tak.

JK: Skoro wspomniałaś o tej seksualizacji to, czy mogłabyś krótko wyjaśnić czym ona jest? Bo w mediach pojawiło się tak wiele fałszywych informacji na ten temat, więc jak jest tylko okazja to w każdym odcinku będę o to pytać. Aby to powtarzać po prostu do znudzenia. 

AM: Seksualizacja to jest tworzenie aury seksualności wokół rzeczy, osób, zjawisk, które z seksem nie muszą mieć nic wspólnego. Seksualizacja dzieci to jest np. program typu mała miss, gdzie się małe dziewczynki maluje, ubiera, każe im się na scenie prezentować i pozować jak dorosłym kobietom. Seksualizacja dzieci to jest np. film ten teraz na netflixie po angielsku The Cuties. Czyli znowu dziewczynki tłerkują, tańczą jak dorosłe kobiety. To jest seksualizacja. Seksualizacja kobiet to jest np. używanie nagich kobiecych ciał czy ponętnych kobiecych ciał w reklamach. To jest seksualizacja kobiet. Natomiast to o czym my mówimy to jest edukacja seksualna. Ludzie z natury są seksualni to znaczy naturalnie, z biegiem czasu coraz więcej rzeczy wokół seksualności będzie ich ciekawić / dotyczyć. To mogą być właśnie rzeczy związane po prostu z naszym ciałem. Czyli jakie jest nasze ciało, co robią nasze części ciała. Wszystkie części ciała. To nie jest tak, że jakaś część ciała jest mniej warta tego, żeby o niej mówić.. Żeby ją wyjaśnić dziecku. Oczywiście, że nasze normy społeczne zakładają, że nie chodzimy na golasa i ubieramy na siebie ubranie. Ale to myślę, że to nie tylko dotyczy narządów płciowych. Bo też np. pracując w banku nie chodzimy w krótkiej bluzeczce z brzuchem na wierzchu. Dotyczy to obu płci.Albo np. nie chodzimy w samych majtkach po ulicy, bo już zasłoniliśmy te najważniejsze miejsca. Więc oczywiście, że normy społeczne określają które części ciała, w jakich okolicznościach, gdzie i jak będą bardziej lub nie eksponowane. I to jest naturalne, ale nadal to są części ciała przynależne nam, nasze własne. Mamy prawo je znać, mamy prawo je umieć nazwać, mamy prawo się ich nie wstydzić. Nie bać się ich. Nie w kontekście społecznym, ale kontekście własnym, osobistym. Jeżeli będziemy udawać przed dzieckiem, że tych części ciała nie ma no to to dziecko zacznie się wstydzić własnego ciała. Bo zacznie po prostu udawać, że tych części nie ma, a jeżeli są to znaczy, że jest coś niestosownego w tym. Więc edukacja seksualna zakłada po prostu informowanie ludzi o tym jakie jest ich ciało i jakie są jego funkcje w kontekście seksualnym. Co się dzieje w przyszłości z moim ciałem w odniesieniu do seksualności np. do dojrzewania, do rodzenia dzieci, do płodzenia dzieci. I też kwestie dzielenia mojego ciała ze światem, z innymi ludźmi. Do tego się to sprowadza. 

JK: Czy mogę też to rozumieć tak, że seksualizacja jest trochę tym, że my nakładamy filtr dorosłych na to jak patrzymy na dzieci? Że dziecko nawet kiedy się przebierze: pomaluje sobie usta szminką, założy krótką mini i szpilki i ono się będzie w ten sposób bawić to ono nie chce wzbudzać pożądania. Jeżeli ktoś w ten sposób spojrzy na to dziecko to on właśnie je zseksualizował i zrobił to dorosły, a nie ono samo. 

AM: Tak. To znaczy ja dlatego powiedziałam o tych dziewczynkach, tych w show dlatego że te dziewczynki same nie decydują o tym. To, że dziecko w domu samo sobie np. maluje szminką usta, bo widzi mamę, która to robi albo właśnie zakłada szpilki, bo są. To, że dziecko sama to robi to dziecko tylko naśladuje dorosłych. I tak. Seksualizacją byłoby o np. zakładanie ze jeżeli chłopiec np. zaczyna w łazience malować się albo przypinać spineczki to od razu on jest gejem. Więc trzeba to szybko z niego wytępić, żeby przypadkiem nie okazał się gejem. Bo to jest straszny lęk tradycjonalisty. To jest niemęskie, co to dziecko robi. Dziecko nie robi rzeczy męskich lub niemęskich, kobiecych czy niekobiecych. Dziecko po prostu poznaje świat wokół siebie. W najbardziej niewinny, prosty sposób jaki dziecko może. Rzeczy są i może je wypróbować, zakładać, malować albo nie. Przecież wiadome jest, że dziecko po pewnym czasie będzie obserwowało swojego tatę i swoją mamę. I podejmie decyzję czy chce bardziej tatę naśladować czy bardziej mamę. To jest już decyzja dziecka tak naprawdę. A nie nasza żebyśmy wymuszali, że ma coś robić. Więc seksualizacją jest, zgadzam się z Tobą wkładanie tych intencji w głowę dziecka. To raz. Dwa. Dlatego powiedziałam o tych dziewczynkach, że dorosły wkłada dziecko w rolę, do której nie robi tego w sposób naturalny. Nie robi seksualnych póz do kamery. To nie jest dla dziecka naturalne. Albo właśnie o kamera nie najeżdża z bliska na pupę dziewczynki w czasie tańca. To o tym mówiłam. Tutaj akurat dorośli seksualizują dzieci, ale też właśnie tak jak mówisz no wkładają jakieś intencje, których nie ma. Mój syn jak był mały…Do tej pory mam ten film. I razem czasem go oglądam. Moja mama bardzo lubi ten film. Babcia z Piotrkiem ogląda ten film ciągle, bo on był wtedy u babci. I babcia nagrała jak stał w łazience, którą nazywał upiknacją, kalefią mody, upiknacją. Więc on tam spinki przypinał, miał pomalowane usta, smarował jakiś krem i mówił: Babciu. Spójrz pioszę. Tutaj mamy… i tam coś tłumaczył o kremie i w ogóle. Moja mama się bardzo z tego śmiała. Oczywiście tam dyskutowali o tej urodzie. Ale czemu się tak upiękniasz? On mówi: Bo chcę być piękny dla dziadka jak przyjedzie. No i to były oczywiście żarty. Tak samo jak chodził z różową torebką. Bo ją bardzo lubiłam. On mi zabierał najfajniejsze moje torebki. Jedną taką różową strasznie lubił i ją po prostu nosił zawsze. I ani ja, ani jego tata nigdy mu nie broniliśmy po prostu chodzenia jak sobie chce. Jak chciał różową torebkę to nosił różową torebkę. I miałam takie pytania, nawet w bliskiej rodzinie. Takie, że to nie może nosić już męskich toreb? I ja wtedy nie zapomnę. Też tak popatrzyłam. Mówię tak: ale co? Boisz się, że będzie mało męski w przyszłości? Nie, nie nie. Nie o to tu chodzi. I temat umarł. Oczywiście, że teraz jakbyś mojego syna poznała to jest dziecko, które no nie wiem gra w czołgi, uwielbia zagadnienia związane z uzbrojeniami, z wojnami. Jego to fascynują takie rzeczy. Naprawdę nie jest to dziecko, które można by było uznać w takim tradycyjnym rozumieniu zniewieściały. I nikt go do tego nie zmuszał, nie namawiał, nie kierował w danym kierunku. On po prostu wyrósł i jest sobie swoim człowiekiem. No na tyle na ile wyrósł do tej pory. Ale to, że my ubierzemy dziecko tak czy inaczej, że dziecko coś ubierze to nie ma za tym jakiejś podwójnej treści. O tak. To my chcemy coś widzieć. Nie dziecko. 

JK: Też chciałabym zwrócić uwagę, że dzieci wybierają po prostu przedmioty, które im się podobają. I rodzice mają czasem taką tendencję, że oni by chcieli kontrolować właśnie to co dziecko na siebie założy, jaką torebkę będzie nosić. Już abstrahując od kontekstu właśnie zniewieścienia i tego typu rzeczy. Danie dziecku tej wolności wyboru daje mu tak dużo na przyszłość. To poczucie, że ono może samo o sobie decydować. I myślę, że to jest też cenna rzecz, którą możemy dać naszym dzieciom. Tę wolność.

AM: Tak. To jest bardzo ważne. I teraz muszę powiedzieć, że Piotrek relacjonuje mi różne rzeczy ze szkoły. Jak pojawiają się tematy, gdzie zdarzają się w szkole tacy chłopcy. Bardzo niewielu takich, ale są tacy, którzy np. startują z takimi tekstami, że ktoś np. mówi, że ma pedalskie spodnie. Nie chcę używać tutaj niemiłego języka, ale dokładnie takiego języka dzieci używają. I mój syn, który jest wychowany na bardzo osobę akceptującą, tolerancyjną. I też było trochę rozmów na temat tego, że nie można w ten sposób mówić, że to jest, chodzi o to, żeby kogoś poniżyć, ale też nie ma przecież powodu do poniżania.pytam go jak on na te sytuacje reaguje. A on tak wzrusza ramionami: No co mam powiedzieć? Że jest głupi? Ja tak mówi to chyba mam ładne spodnie no, czyste. 

JK: Właśnie to jest ta wolność, którą dajemy naszemu dziecka. Ta wolność w głowie, że ono samo za siebie decyduje i samo jest pewne w tych swoich decyzjach, że nawet takie komentarze, które są nieprzyjemne, które są przykre nie są w stanie zburzyć tego poczucia własnej wartości, które budujemy w ten sposób w dzieciach. 

AM: Myślę, że to jest jedna z kluczowych rzeczy w seksualności dorosłych osób, bo przejdźmy do dorosłości teraz. Jeżeli jesteśmy zawstydzani albo ograniczani i robimy rzeczy, bo coś trzeba, bo trzeba spełnić czyjeś oczekiwanie wbrew sobie i mówimy o takim oczekiwaniu irracjonalnym: pocałować babcię albo nie zakładać np. różowego sweterka itd. Bo co powiedzą inni. Mój syn bardzo lubił kucyki Pony. Bawił się kucykami. To też była kontrowersja w pewnym sensie. Jakaś Pani w jednym przedszkolu powiedziała: No wiadomo, że trzeba tolerować prawda? Z takimi słowami właśnie wyszła. Ludzie różnie reagują. Jesteśmy ograniczani w takich zupełnie nieistotnych rzeczach, bo musimy spełnić oczekiwanie społeczne i wpasować się w jakąś rolę, która na danym etapie nie jest nasza to jako dorośli ludzie autentycznie mamy bardzo duży problem z określeniem: co my lubimy? Czego my chcemy? Nasze potrzeby są ważne w kontekście seksualnym, w kontekście cielesności. Nasze, a nie innych osób. Nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo takie drobne rzeczy już w dzieciństwie mogą wpływać na to jacy jesteśmy jako dorośli

JK: Absolutnie się z Tobą zgadzam. Wracam natomiast do mojej listy pytań. Co to są prywatne części ciała?

AM: Prywatne części ciała to są te części ciała, które nie chcesz, żeby inni oglądali. I prywatne części ciała to mogą być np. stopy, bo nie lubisz, jak ktoś ogląda Twoje stopy albo to może być Twój brzuszek, bo nie chcesz, żeby ktoś oglądał Twojego brzuszka. Czyli to są wszystkie części ciała, które chcesz zakryć, żeby inni nie oglądali. I tyle. Tak bym powiedziała. Jeżeli chodzi o strefy ciała czy przestrzeń ciała intymną, czyli narządy płciowe. I właśnie pupę i waginę i penisa to to są też takie części ciała, które są prywatne i które społecznie w naszej kulturze u nas ludzie chowają. Ale nie wszędzie, bo są też tacy ludzie, którzy nazywają się naturyści, a oni np. chodzą na golaska cały czas. Tam, gdzie mieszkają chodzą na golaska albo jadą na plaże, gdzie wszyscy chodzą na golaska, więc pewne części ciała są prywatne, bo tak chcemy my sami, a pewne części ciała są prywatne, bo mieszkamy w jakimś otoczeniu, gdzie ta część ciała powinna być prywatna. 

JK: Jak umyć mojego peniska i jak – analogicznie – moją waginę?

AM: Do pewnego czasu mama i tata pomagają dziecku się myć, a potem no to po prostu wiadomo, że trzeba dzieci uczyć myć się samodzielnie. Myślę, że tutaj nie ma co opowiadać dziecku, ale dać np. gąbkę. Kupić ładną gąbkę, kolorową, mięciutką, która nie będzie niemiła dla dziecka i po prostu dać, żeby umyło się wodą. I pamiętajmy o ważnej rzeczy i chciałabym tu wszystkich przestrzec, żeby nie ulegali czemuś takiemu jak płyny do higieny intymnej dla dziewczynek. Jak ostatnio gdzieś przeczytałam i zobaczyłam reklamę płynu do higieny intymnej dla dziewczynek to mnie zmroziło. Płyny do higieny intymnej zostały stworzone po to, żeby duże koncerny kosmetyczne miały coś na sprzedaż nowego. Jeśli chodzi o narządy płciowe np. kobiece i pochwę szczególnie strasznie ważne jest, żeby jej nie katować, nie szorować mydłami, płynami, bo nie ma takiej potrzeby. Wystarczy naprawdę czysta woda, którą używamy do mycia, wypłukania siusiów, kupki, co tam jest. I pochwa również dziecięca, ale też dorosła, nastoletniej dziewczynki pochwa i dorosłej kobiety pochwa to jest środowisko naturalnie samoczyszące się, odnawiające się. Jeżeli jest w równowadze, jeżeli jest nienaruszane, nieosuszane, nie szorowane, niewypłukiwane to będzie to wszystko funkcjonowało właściwie, wydzieliny będą właściwie się, wydzielały. Natomiast w momencie, kiedy zaczynamy szorować, wypłukiwać, wymywać śluzówkę to w pochwie następuje brak równowagi i zaczyna się ona jeszcze bardziej produkować ten śluz, jeszcze więcej pojawiają się zaczerwienienia, swędzenia. Jeżeli coś takiego się dzieje u małych dziewczynek zaczynają się drapać, zaczynają być problemy, infekcje, bo dzieci dotykają paluszkami, rączkami. Dbajmy o to, żeby te rączki były czyste. Mówmy dzieciom, żeby miały czyste rączki. Ale wystarczy woda, ciepła woda i tyle. I tego uczmy. Chłopców oczywiście trzeba uczyć kolejnej rzeczy, bo jest napletek, który trzeba umieć zsunąć i też to rodzice kontrolują, i sprawdzają, dlatego, że może nastąpić coś takiego jak stulajka, gdzie ten napletek po prostu się nie zsuwa, więc na to rodzice naturalnie powinni zwracać uwagę i nie muszą cały czas stać oczywiście nad dzieckiem. Ale jeżeli jest takie małe no to być w pobliżu jak się dziecko myje. I myślę, że 2 latek może gąbeczką już sam się myć, płukać, ale dobrze jak rodzic pomaga dziecku i jest przy dziecku w takiej sytuacji po prostu. 

JK: Tak, bo sytuacja była taka, że mamo daj mi spróbować. I jak to zrobić?

AM: No to wtedy trzeba po prostu właśnie wziąć gąbeczkę, wziąć wodę i po prostu pokazać, że trzeba np. wytrzeć i nacisnąć, wycisnąć gąbkę, żeby woda spłukała, poleciała woda po siusiaku, poleciała woda po waginie i żeby przepłynęła do koła, w zakamarki, różne boczki,. Należy wodą myć, dbać o tą wodę, żeby była wszędzie, żeby się dostała i przepłynęła, ale nie mydła i nie płyny do higieny intymnej dla dziewczynek. To jest jakiś horror po prostu. 

JK: Ważne, żeby przestrzegać przed właśnie tymi produktami, które no nie służą zdrowiu dzieci. Kto może mnie dotykać, kiedy jestem na golasa? 

AM: W zależności od sytuacji może dotknąć Cię mama, tata lub lekarz. Jeśli ta sytuacja tego wymaga. Ale tylko Ty możesz dotykać się zawsze. I wtedy trzeba wytłumaczyć, że mama i tata dotykają dziecka, bo np. pomagają mu się umyć, bo sprawdzają, czy wszystko jest w porządku, jak coś boli i swędzi to można pokazać mamie i tacie. I mama i tata zobaczą albo lekarstwo czasem trzeba podać, trzeba posmarować jakimś kremem np. i też można powiedzieć, że małe dzieci np. mama przebiera pieluszki i smaruje kremem, więc mama i tata tak. I w wyjątkowych sytuacjach lekarz może też Cię dotykać, bo musi też sprawdzić twój stan zdrowia. I to są jedyne osoby. Natomiast nie może Cię dotykać nikt, poza tym albo nie może Cię dotykać w innych sytuacjach niż jest to wymagane np. sprawdzeniem, że coś się dzieje nie tak. Chcemy, żeby nasze dzieci były bezpieczne,. I nie chcemy, żeby ktokolwiek dotykał je w sposób niewłaściwy. I oczywiście mogą być takie sytuacje ekstremalne, wyjątkowe, w których to najbliższa osoba taka, której dziecko ufa też dotyka to dziecko niewłaściwie. Więc jeżeli jesteśmy rodzicem, który chce, żeby dziecko miało pewność, że taka rzecz się nie wydarzy, czy chce, żeby dziecko było bezpieczne to powinno to dziecko uczulać i mówić, że nawet mamusia i tatuś mogą dotykać Cię tylko w uzasadnionych sytuacjach. Jak np. pomagają Ci się umyć. I Ty tego chcesz. Jak muszą sprawdzić, czy wszystko jest w porządku mówisz, że coś Cię boli albo swędzi i wtedy sprawdzają albo pomagają Ci się wytrzeć w toalecie np. przy używaniu papieru toaletowego. Wydaje mi się, że w interesie rodziców jest to, żeby dzieci takie na takie rzeczy uczulać, że nikt nie może ich dotykać w innych sytuacjach, a już na pewno trzeba uczulać dziecko, że jeżeli taki rodzic mówi, że to jest taka nasza tajemnica to to jest absolutnie niewłaściwa sytuacja i trzeba szybko przybiec do mamy/taty i to powiedzieć, że tak było. Wydaje mi się, że to jest ważne. 

JK: To jest bardzo ważne i też to pytanie się tutaj dlatego pojawiło, ponieważ na te rozmowy, które chronią nasze dzieci nigdy nie jest za wcześnie i nie ma takiego momentu, że przychodzi i teraz możemy o tym porozmawiać. Właśnie nasze dzieci chronimy w ten sposób, że od początku uczymy je tych właściwych postaw i zachowań. Mamy teraz sytuację mamy karmiącej ze starszym dzieckiem, które pyta: Dlaczego dzidziuś zjada Ci pierś? 

AM: Dzidziuś nie zjada mi piersi tylko zjada mleko, które w tej piersi jest produkowane. Bo piersi robią mleko. Akurat ludzkie piersi robią mleko tylko wtedy, kiedy jest mały dzidziuś, ale są takie zwierzęta, które też po urodzeniu małych zwierzątek mają mleko np. krowy. Mleko krowy jest z piersi krowy. Myślę, że to po prostu tak trzeba chyba wytłumaczyć. 

JK: Dlaczego nie można być na golasa na plaży?

AM: Chcę, żeby moje dziecko było ubrane w majteczki z tego powodu, że nie chcę, żeby ktoś je oglądał nago. Ale dziecku nie mogę tego powiedzieć wprost.. Na pewnym etapie nie. Może jak będzie starsze, tak, że dlatego. Ale dopóki jest małe to nie, więc ja bym po prostu powiedziała, że plaża to też jest miejsce publiczne i też uczymy się funkcjonować już jako osoby publiczne. Jeżeli jesteśmy w takim miejscu no to oczywiście nosimy majteczki. Zobacz wszyscy ludzie mają majteczki, mają plażowe majtki, które można moczyć, można w nich pływać, ale wszyscy są ubrani, chyba że jesteśmy na specjalnej plaży, o której wspomniałam. I to jest plaża nudystów i tam wszyscy chodzą na golaska, ale na takiej plaży my nie chodzimy, bo mama np. by nie chodziła na golaska na plaży, bo by nie chciała. A dlaczego? Bo by jej marzła pupa. Oczywiście żartuję można powiedzieć, bo każdy tak naprawdę decyduje, ile może pokazać, a ja bym nie chciałabym pokazywać za bardzo mojej pupy, ale Ty będziesz dorosły i pójdziesz na plaże. Wybierzesz sobie plaże jaką chcesz i wtedy możesz wybrać plaże naturystów.

JK: Też fajnie pokazuje, że rodzice też mogą stawiać swoje granice i są sytuacje w których się czują dobrze i się czują niedobrze, czują się komfortowo i niekomfortowo i dziecko obserwując takie zachowania samo dla siebie po prostu wyciąga jakąś lekcję ważną.

AM: Tak. Zdecydowanie. No my jednak uczymy dzieci norm i to mogą być nasze normy osobiste, domowe, ale to też są normy społeczne, w których funkcjonujemy po prostu. Po to robimy to, żeby nasze dziecko dobrze w tym społeczeństwie, w którym jest funkcjonowało. 

JK: Bardzo Ci dziękuję. To już było moje ostatnie pytanie na liście. 

Materiały dodatkowe:

Pomóż nam stworzyć drugi sezon podcastu!​
Muzyka: Secret Garden by Eugenio Mininni & Jazz 1 by Francisco Alvear | mixkit.co